Tłumacz w świecie przypisów

Tłumaczenie języka akademickiego może być intelektualną zabawą. Artykuł naukowy może zaczynać się od jednego zdania, które zajmuje pół strony, zawiera trzy przypisy i nadal odnosi się do dwóch klasyków teorii społecznej. Zadaniem tłumacza jest upewnienie się, że po drugiej stronie bariery językowej ten sam argument nadal brzmi poważnie, sensownie i — jeśli to możliwe — nieco bardziej czytelnie. W praktyce wymaga to pewnej pracy detektywistycznej. Najpierw trzeba ustalić, czy dane słowo jest powszechnym terminem, czy też koncepcją, nad którą autor pracował przez lata. Następnie trzeba zapytać, czy istnieje ustalony odpowiednik w języku angielskim, czy też trzeba go dostosować, aby nie zaskoczyć czytelnika. Czasami największym problemem nie jest sam język, ale struktura tekstu. Zdanie skonstruowane według logiki jednego języka może wyglądać jak układanka w innym. Wtedy tłumacz staje przed klasycznym dylematem: czy zachować formę oryginału, czy spróbować pomóc czytelnikowi zrozumieć, co przeczytał, bez potrzeby kawy i głębokiego oddechu. Tak więc tłumaczenie prac akademickich to nie tyle tłumaczenie słów, co organizowanie myśli. A jeśli, przechodząc przez tekst, nadal brzmi on naukowo, niesie swoje znaczenie i nie stracił ani jednego przypisu, można uznać misję za wykonaną.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz