Między językami a światami. O granicach odpowiedzialności tłumacza literackiego

Tłumaczenie literackie bywa nadal opisywane w kategoriach technicznych: jako transfer znaczeń, styl sugestywny, rzemiosło wymagające wrażliwości językowej i literackiej intuicji. Taka perspektywa jest jednak zasadniczo niewystarczająca. Każdy akt przekładu funkcjonuje bowiem nie tylko w obrębie dwóch systemów językowych, lecz również na styku odmiennych porządków kulturowych, historycznych i aksjologicznych. To właśnie w tej przestrzeni – pomiędzy językami a światami – ujawniają się granice odpowiedzialności tłumacza.

Pierwszą z nich jest granica interpretacyjna. Tłumacz literatury nie jest neutralnym przekaźnikiem, lecz czytelnikiem uprzywilejowanym, którego lektura nabiera charakteru wiążącego. Każda decyzja leksykalna, każda modulacja rejestru, każde przesunięcie rytmu narracyjnego stanowi akt interpretacji. Odpowiedzialność tłumacza polega tu nie na iluzorycznym „znikaniu” z tekstu, lecz na świadomości własnej obecności. Przekład uczciwy to nie ten, który udaje przezroczystość, ale ten, który respektuje granice sensu i intencji oryginału, nie maskując jednocześnie faktu, że jest konstruktem wtórnym.

Drugą granicą jest kontekst kulturowy. Tekst literacki nie istnieje w próżni. Odwołania historyczne, idiomy kulturowe, aluzje społeczne czy kodowane systemy wartości bywają czytelne jedynie dla odbiorcy zakorzenionego w danej wspólnocie. Tłumacz staje wobec dylematu: czy zachować obcość, ryzykując niezrozumiałość, czy też dokonać adaptacji, ryzykując uproszczenie lub zafałszowanie. Odpowiedzialność nie polega tu na wyborze jednego modelu, lecz na rozpoznaniu stawki – tego, co zostaje utracone i co zostaje ocalone w procesie translacji.

Szczególnie wyraźnie problem ten ujawnia się w przekładzie tekstów osadzonych w doświadczeniu granicznym: wojny, przemocy, kolonializmu, traumy zbiorowej. W takich przypadkach tłumacz nie tylko przekłada słowa, lecz pośredniczy w transmisji pamięci i cierpienia. Nadmierna estetyzacja może prowadzić do banalizacji, z kolei zbyt dosłowny przekład – do emocjonalnego wyjałowienia. Granica odpowiedzialności przebiega tu pomiędzy wiernością faktom a wiernością doświadczeniu, które często wymyka się językowi.

Kolejnym obszarem granicznym jest relacja tłumacza z rynkiem wydawniczym. Presja terminów, oczekiwania redakcyjne, wymogi marketingowe i standaryzacja języka wpływają na ostateczny kształt przekładu nie mniej niż kompetencje filologiczne. Odpowiedzialność tłumacza polega w tym kontekście na umiejętności negocjacji – obronie kluczowych rozwiązań translatorskich tam, gdzie stawką jest integralność tekstu, oraz na świadomym kompromisie tam, gdzie ingerencja nie narusza jego rdzenia znaczeniowego.

Wreszcie, współczesny tłumacz funkcjonuje na granicy ludzkiej interpretacji i narzędzi technologicznych. Rozwój systemów wspomagania tłumaczenia i modeli językowych zmienia krajobraz praktyki translatorskiej, lecz nie znosi odpowiedzialności. Wręcz przeciwnie – przesuwa ją z poziomu wytwarzania tekstu na poziom selekcji, korekty i krytycznej oceny. Tłumacz staje się strażnikiem sensu, a nie jedynie jego producentem. Granicą odpowiedzialności jest tu moment, w którym efektywność zaczyna dominować nad refleksją, a automatyzacja nad interpretacją.

Tłumaczenie literackie nie jest więc czynnością zamkniętą w obrębie języka. Jest praktyką kulturową, aktem interpretacyjnym i decyzją etyczną. Granice odpowiedzialności tłumacza nie wyznaczają tego, czego nie wolno mu zrobić, lecz tego, co musi on świadomie rozważyć. Pomiędzy językami rozciągają się światy – a tłumacz, niezależnie od stopnia swojej widzialności, zawsze bierze udział w ich współtworzeniu.

Dodaj komentarz